Tytuł: Black Ice
Autor: Becca Fitzpatrick
Liczba stron: 400
Gatunek: Thriller, Sensacja, Kryminał
O ile "Szeptem" stało się popularne, ale nie zaskakiwało, tak teraz Becca Fitzpatrick powróciła w wielkim stylu i pisząc "Black Ice" pokazała na co ją naprawdę stać.
Powieść zdecydowanie poprawiła moją opinię o autorce. Historia zupełnie różni się od jej poprzedniej serii, chodź widać powiązania w stylu pisania autorki jak i samych charakterach postaci. Książka wciągnęła mnie bez reszty, przez co czytanie po nocach stało się dla mnie rutyną :)
NIE DAJ SIĘ ZWIEŚĆ POZOROM.
Britt długo przygotowywała się do wymarzonej podróży wzdłuż łańcucha górskiego Teton. Profesjonalny sprzęt, jedzenie, grube i niemal całoroczny trening idealnie przygotowały ją na zimowe warunki jakie tam panują. Wraz z nią wyjeżdża Korbie, która jest jej najlepszą przyjaciółką. Niespodziewanie dołącza do nich były chłopak Britt, o którym dziewczyna nie może zapomnieć. To tylko wszystko komplikuje, bo Britt sama nie wie czy coś jeszcze do niego czuje. Mimo to jednak nie zamierza rezygnować z wyprawy. Podczas jazdy przez góry dziewczyny zaskakuje burza śnieżna. Zmusza je do szukania schronienia. Wędrując po kolana w śniegu znajdują wreszcie stojący na odludziu domek. Pełne nadziei ruszają w jego kierunku. Okazuję się on zamieszkany przez dwóch, niezwykle przystojnych nieznajomych. Nie są zbyt gościnni, ale po długich namowach wpuszczają Britt i Korbie do środka.
Dziewczyny są przemarznięte, ich ubrania i buty są mokre. Włosy lepią się od śniegu. Nawet zdjęcie ich i długie siedzenie przy kominku ledwo pomaga. W końcu obie poznają imiona swoich wybawców: Mason i Shaun.
Jak się potem okazuje obaj są zbiegami. Britt staje się ich zakładniczką. W zamian za uwolnienie jej jak i Korbie zgadza się wyprowadzić ich z gór.
Gdy dziewczyna odkrywa mrożący krew w żyłach dowód na to, że w okolicy grasuje seryjny morderca, a ona może stać się jego kolejną ofiarą, sprawy przybierają dramatyczny obrót...
Książka od początku do końca trzyma w napięciu. Nic nie jest do końca oczywiste chodź sama domyśliłam się kilku rzeczy :) To jednak nie zmieniło faktu, że kiedy dotarłam do zakończenia dosłownie wbiło mnie w fotel a w głowie rozbrzmiała jedna myśl: ŻE CO?! Moje zaskoczenie było dość spore, ale była to moja pierwsza książka z tego gatunku. Stwierdziłam też, że zdecydowanie bliżej zaprzyjaźnię się z kryminałami.
Historia ta ma ukryte wartości chodź bardziej chodzi tu o sam jej przebieg i główny wątek czyli: kto jest mordercą?
Charaktery postaci są bardzo rozbudowane i nie należy się po nich czegoś spodziewać. Jedynym z nich, z którym za chiny nie mogłam się na początku utożsamić była Britt. Z początku nie była moją ulubienicą. Wydawała mi się taką...księżniczką. Takie: Och, ach, Pomóż mi! Chroń mnie! Nie poradzę sobie! I naprawdę trudno mi było czasem zrozumieć jej tok myślenia i działania. Chodź były momenty, w których miałam ochotę jej powiedzieć : Jestem z ciebie dumna! Jej charakter ewoluował najbardziej ze wszystkich tu poznanych. Zmieniła się na lepsze i to się chwali. Co do reszty nie jestem w stanie tego stwierdzić. Najwięcej akcji skupiło się wokół niej. Ale to nie przeszkadzało w poznaniu jaki kto jest. W dodatku autorce udało się wypleść tak bardzo zagmatwaną a jednocześnie logiczną historię, że sam morderca został w ukryciu aż do końca. Wielkie brawa również za to, że tym razem czas był na swoim miejscu :) Wszystko było poukładane dzięki czemu w książce nie było chaosu. Każda rzecz z czegoś wynikała, nic nie brało się "z powietrza".
Podoba mi się również fakt, że jest to jedna książka, a nie cała seria tak jak w przypadku "Szeptem". Wszystko co miało się rozegrać w tych 400 stronach się tam rozegrało.
Co do wad... Moim zdaniem przesłodzony Epilog. Był tak słodki, że po jego przeczytaniu zostawiłam w spokoju słodkości na cały dzień. A to mi się nie zdarza.
Był to jednak szczegół w stosunku do całokształtu.
Powieść bardzo mi się podobała. Polecam przeczytać :)
Moja ocena to 7/10.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz