piątek, 5 czerwca 2015

Eleonora & Park












Tytuł: Eleonora & Park
Autor: Rainbow Rowell
Wydawnictwo: Otwarte (Moon Drive) 
Liczba stron: 358 

Książka, która zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, podobnie jak cała reszta książek, które nie były zwyczajnie, a  miały w sobie "to coś". Chwytająca za serce opowieść o miłości dwojga outsiderów, w której zakochał się sam John Green. 


DWOJE OUTSIDERÓW
JEDNA NIEZWYKŁA MIŁOŚĆ
eleonora... nie sposób jej nie zauważyć: rude włosy dziwne ciuchy. Czyta mu przez ramię. Uważa Romea i Julię za bogatych dzieciaków, które dostawały wszystko co chciały. Najbardziej nie lubi weekendów bo spędza je bez niego. 

park... dobrze mu w czerni. Denerwuje się,  gdy musi prowadzić samochód w obecności taty. Uwielbia imię Eleonory i nie skróciłby go ani o sylabę. Wie, która piosenka jej się spodoba, zanim zacznie jej słychać. Śmieje się z jej dowcipów zanim dotrze do puenty. 

Oto tocząca się w ciągu jednego roku szkolnego opowieść o dwojgu szesnastolatkach urodzonych pod nieszczęśliwą gwiazdą - dość mądrych, by zdawać sobie sprawę, że pierwszej miłości nigdy nie udaje się przetrwać, ale na tyle zdesperowanych, by dać jej szansę. 


Okazuje się, że nie jest to historia banalna. Rozgrywa się z dwóch punktów widzenia - Eleonory i Parka. Każde z nich zmienia się w inny sposób, inaczej postrzega to wszystko, inaczej to wszystko odczuwa. 
Książka porusza kilka problemów: w większym czy mniejszym stopniu rozpatrywanych, jednakże mających swoje "pięć minut" w powieści. Jest to np. różnica pomiędzy życiem chłopaka a dziewczyny. Nie tylko pod materialnym względem - choć ten widać wyraźne, ale również tym duchowym ( mówię tu o otoczeniu, rodzinie, która nas również kształtuje, wszystkim co ma wpływ na naszą psychikę ) Powieść ta jest momentami ostra, ale i łagodna niczym baranek. Niesie za sobą pouczające lekcje, jak również lekkie przesłania, również godne zapamiętania. Problematyka książki wiąże się głównie z miłością, ale drugim ważnym elementem są modele rodzin. Chodzi mi tu o tę "zły" i idealny obrazek kochających rodziców z dziećmi. 
Książka wciąga bez reszty, pochłonęłam ją w niecałe trzy dni - a kiedy skończyłam, zaczęłam czytać ją jeszcze raz, nie mogąc uwierzyć, że to już koniec. 
Teraz tylko stoi na mojej półce czekając,aż sięgnę po nią po raz drugi. A ten moment na pewno nadejdzie. 

Polecam ją każdemu: nie tylko młodzieży, ale i dorosłym. 

Moja ogólna ocena to 9/10 

A wy? Czytaliście tą pozycję? Co o niej sądzicie? 



środa, 22 kwietnia 2015

Recenzja książki: "Bzrk"











Tytuł: BZRK
Autor: Michael Grant
Liczba stron: 350

Dlaczego po książkę tą sięgnęłam dopiero teraz? Nie mam pojęcia. Ale zdecydowanie znalazła się ona na liście moich absolutnych perełek wsadzanych diamentami z polewą czekoladową i wisienką na czubku. 

Pozycja ta jest absolutnie nie schematyczna i definitywnie w stylu Michaela. Napisał on książkę, o tematyce nanotechnologii, którą tylko on mógł tak genialnie oprawić i trzymać w napięciu do ostatnich zdań. Co zadziwiające autor po skończeniu GONE przyznał, że prawdopodobnie zrobi sobie przerwę od pisania. Oj, nie ładnie tak kłamać :) 

TEN ŚWIAT POTRZEBUJE ZUPEŁNIE NOWEGO BOHATERA.
SZALEJE WOJNA GLOBALNA. 
NIE WIDZISZ JEJ, ALE TOCZY SIĘ WSZĘDZIE WOKÓŁ CIEBIE.
W TOBIE. 
W SAMYM ŚRODKU CIEBIE.

Witaj w nano - mikroskopijnym matrixie, gdzie niewidoczne armie decydują o losach ludzkości. Tu toczy się ostateczna walka: szaleńcy przeciwko BZRK. Stracie niewidzialne dla wszystkich poza jego uczestnikami. 

Noah i Sadie: wyrwani ze swoich rodzin i szkoleni do walki na poziomie nano, stworzą najbardziej niewiarygodny zespół jaki widział świat. 
Vincent:  nie czuje nic, nie zależy mu na nikim. Prowadzi prywatną wojnę z Bug Manem, największym żyjącym nanowojownikiem. 
Charles i Benjamin Amstrongowie: bogaci, uprzywilejowani, fanatyczni - czy są stwórcami najmroczniejszego spisku w dziejach ludzkości?
Nano to niezbadane terytorium - fascynujący świat do odkrycia. I tu o wszystko można zagrać. 

"Bzrk" gwarantuje zupełne oderwanie od rzeczywistości. Każe ci wyobrażać sobie rzeczy, których tak naprawdę wcale nie chciałeś sobie wyobrazić. Obrazy w makro są tylko namiastką tego co możesz zobaczyć w nano. 
Nic nie jest takie jakim nam się wydaje. 
Michael zabiera nas w podróż oczami biota i nanobota. Pokazuje nam jak z ich perspektywy wyglądają najprostsze powierzchnie. Chociażby ludzkie oko czy opuszek palca. Swoją drogą co on musiał brać pisząc tą książkę? Nie mam pojęcia gdzie on to dostał, ale ma naprawdę dobrego dillera.
Każde słowo w tej książce jest zdecydowanie nie z tego świata. "Siła wyobraźni" nabiera przy tej pozycji nowego znaczenia. Dla fanów autora nie oczekuję rozczarowania. Wręcz przeciwnie. Będziecie zaskoczeni nowatorskim pomysłem autora. Co najlepsze to nowa seria autora, więc ja z zapartym tchem czekam na kolejne części! 
Cóż mogę jeszcze dodać? Zdecydowanie fakt, że książka jako takich wad nie ma. Jest idealna w swojej idealność. 

WOW. - mniej więcej tyle powiedziałam czytając ostatnią linijkę. A potem, kiedy dotarło do mnie, że to koniec książki i dalej nie ma nic napisane, chociaż czytałam między wierszami i przerzucałam kartki w moim umyśle pojawiło się coś takiego: vncsihiuwgjasbxmfilagncludbgvsigfagikulgriun to już koniec???!!!

Daje jej zasłużone 6/6 worków brokatu! 

A czy wy czytaliście tą książkę? Jak wrażenia? 

Piszcie! 
Do następnej recenzji! 



czwartek, 2 kwietnia 2015

Recenzja - "Kot Bob i Ja"














Książkę tą zobaczyłam na jednej z imprez u mojej cioci. Zauroczyła mnie okładka, dodatkowo pod jej namową, bez wahania zgarnęłam ją z półki i zagłębiłam się w świecie londyńskich ulic. Przybliżyła mi ona życie ludzi, którzy posiadają rozmaite talenty, a nie są doceniani. Więcej o moich przemyśleniach później, teraz troszku o książce.


Co mówi opis?
Pewnego chłodnego dnia James Bowen, uliczny muzyk, znalazł bezdomnego, rudego kota skulonego na wycieraczce - nie miał on wtedy pracy i leczył się z uzależnienia od narkotyków. Nic dziwnego, że bał się wziąć odpowiedzialność za inne stworzenie, zwłaszcza, że za siebie nie był dość odpowiedzialny. Zrobił to jednak - i zdobył najwierniejszego przyjaciela, który w zdumiewający sposób odmienił życie swojego pana... a potem poruszył ludzi na całym świecie. (w tym i mnie.)

Co mówię ja?

Prawdziwa przyjaźń
Co do historii: będzie długo, mądro ( mam nadzieję ) i rozwlekle. 
Pierwszym na co zwróciłam uwagę czytając książkę, to fakt, że czułam się jakbym czytała pamiętnik. Co w sumie jest po części prawdą. Autor jak i główny bohater jeśli można go tak nazwać opisuje nam niemal całe swoje życie. Co więcej jest to historia autentyczna i wydarzyła się naprawdę. Niezwykle silna więź, przyjaźń, pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem jest możliwa. To trudniejsze do ogarnięcia niż przyjaźń damsko-męska. Z początku nie wiedziałam, co nowego może mi przynieść ta książka. Ot, tak: zwykła opowieść o przyjaźni oddaniu ble, ble, ble... A tu nie! Definicję przyjaźni poznajemy zupełnie na nowo i to za przykładem zwierzęcia a nie człowieka. To aż zaskakujące, że zwierze jest czasem bardziej ludzkie niż człowiek. Co łączy dwójkę bohaterów nie ma wątpliwości: to kompani na całe życie. 

Życie na ulicy - trochę o losie ulicznych grajków
Jak już zostało powiedziane: James jest ulicznym grajkiem. Nie ma on wykształcenia jako takiego, przez co nie podejmie się żadnej sensownej pracy. Jest to skutek licznych przeprowadzek ale nie tylko: narkotyki. To one zniszczyły mu szansę na normalne życie. Jest jednym z tych ludzi, którzy utrzymują się w zakładach socjalnych ( zwał, jak zwał i tak nie wiem jak to fachowo nazwać, ale wiecie o co mi chodzi). Jedyne co pomaga mu łączyć przyjemne z pożytecznym to codzienna kilkugodzinna gra na gitarze przy jednym z londyńskich dworców. Zarabia tam mniej więcej 20 funtów dziennie. Starcza to mniej więcej na spłacenie wszystkich rachunków i jedzenie. Wszystko to jednak przestaje mieć znaczenie kiedy pojawia się Bob. Nie tylko sprawia on, że James wreszcie kompletnie odkłada leki i stara się żyć jak kiedyś, za nim się uzależnił, ale również, może to i źle zabrzmi, pomaga mu więcej zarabiać. Muzyk z kotem na ramieniu, grający w środku miasta, to nie lada widok. Ludzie są zauroczeni zwierzęciem i chętnie wrzucają do futerału znacznie więcej drobniaków niż zazwyczaj i tak dochód Jamesa wzrasta do nawet 80 funtów dziennie. Razem z Bobem wszystko się zmienia, a świat wreszcie nabiera barw. Niestety nic nie trwa wiecznie...

Ludzie to zło
Ludzi można podzielić na naprawdę wiele grup, a i tak ktoś będzie należał do zbyt wielu, albo nie będzie pasował do żadnej. Ludzie. No właśnie. Czytając książkę, poznajemy ich trochę. Interesują mnie jednak ci, którzy potrafią minąć człowieka biedniejszego od siebie, udając, że go tam nie ma, którzy potrafią mieć milion funtów na koncie, a biedniejszemu, potrzebującemu, żałować złamanego grosza, aż wreszcie do tych, którzy potrafią tylko obserwować, a nie chcą reagować. Takich typów przewija się w naszej historii bardzo dużo. Chodzi mi głównie o osoby, które się po dworcu plączą, albo w jedną , albo w drugą stronę. Rano i wieczorem. 
Wszyscy pędzą przed siebie. Biegną, idą szybkim krokiem. Ale mało kto z nich zatrzyma, chociażby przed grajkiem z kotem na ramieniu. 

Generalnie polecam książkę każdemu kociarzowi. Ale nie tylko. Spełniona będzie też osoba, która chciałaby po prostu przeczytać trochę o problemach naszego świata, albo najzwyczajniej przeczytać dobrą książkę. 

Uwielbiam ,uwielbiam, uwielbiam!
Daje jej 5/6! 
Dodaję tez zdjęcia naszych bohaterów :D 



"Love Rosie" - Recenzja












Autor: Cecelia Ahern

Liczba stron: 510
                    Wydawnictwo: Akurat               

Cudo, cudo, cudo! Te trzy słowa oddają jedynie namiastkę całokształtu idealności tej książki. ( wow, co za złote myśli tu płyną!) Dawno recenzji nie było, ale bynajmniej nie dlatego, że nic nie czytałam! Broń boże! Czasu jest po prostu w tym moim życiu coraz mniej... Chyba się muszę zacząć przyzwyczajać. 

Książkę odkryłam w czasie kiedy zaczęła wychodzić jej ekranizacja. Stwierdziłam, że zdecydowanie muszę po nią sięgnąć przed obejrzeniem filmu, i był to bardzo mądry wybór! Nie chcę tu porównywać książki i flimu, ale na wielkim ekranie zdecydowanie obcięto i poprzekręcano niemal wszystko. Dlatego, jeśli chcesz się zabrać za tą pozycję, polecam najpierw zajrzeć do książki :) 
Co mówi opis?
Rosie i Alex od dzieciństwa są nierozłączni. Życie zadaje im jednak okrutny cios: rodzice Alexa przenoszą się z Irlandii do Ameryki i chłopiec nie ma wyjścia: musi jechać z nimi. Czy magiczny związek dwojga młodych ludzi przetrwa lata rozłąki i tysiące kilometrów które ich dzieli? Czy wielka przyjaźń przerodziłaby się w coś silniejszego, gdyby tylko mogła? Jeżeli los da im jeszcze jedną szansę, czy Rosie i Alex odważą się ją wykorzystać? 
Co mówię ja?
Książka jest zdecydowanie jedną z lepszych pozycji jakie czytałam i wpisała się w moją szczególną listę. Jestem zaskoczona z jaką lekkością ją pochłonęłam. Jest ona napisana w niezwykły sposób. Historia naszych bohaterów to nic innego jak e-maile, sms, wpisy na czatach, czy liściki na lekcji. Wyjątkiem jest epilog, który wbija w fotel. Polecam wam przeczytać tą książkę z całego, książkohilkowego serca! Zdecydowanie mam wielki szacunek do autorki, że udało jej się to wszystko ogarnąć. Nie pogubiła się w czasie, nic nie zostało napisane i zapomniane. Wszystko miało swoje miejsce i czas. Dodatkowo książka podzielona jest na 4 części. Można je dowolnie interpretować. Ja wam swojego toku myślenia narzucać nie będę sami się przekonajcie :) 
Kreatywność wykonania oraz pomysł zaskoczył mnie do głębi. Jeśli wiesz jak ta książka się skończy, to pomyśl dwa razy. Nic tu nie jest przewidywalne.
Historia potrafi nas zaskoczyć, poruszyć czy wywołać banana na twarzy. Zakochałam się w tej historii, i prędko o niej nie zapomnę. 

Daje jej 6/6 

Piszcie co sądzicie o tej książce! 

Owcza_Wełna
     
p.s nowa ksywka, tak się będę podpisywać :D 

poniedziałek, 16 marca 2015

Recenzja książki " Gwiazd Naszych Wina"










Tytuł: Gwiazd Naszych Wina
Autor: John Green
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Bukowy Las 

Czas na kolejną pozycję napisaną przez kultowego pisarza Johna Greena!
Nie mogłam się oprzeć i w końcu przeczytałam ją. Zajęło mi to aż jeden dzień, ale cały dzień czytania zdecydowanie jest mocno usprawiedliwiony. Książka wciąga całkowicie. Kiedy tylko miałam ją odłożyć, zdawało mi się, że wracam z innego świata do szarej rzeczywistości.
Każdy wątek mógł zostać utracony w mojej pamięci krótkotrwałej, także jak już zaczęłam od rana tak skończyłam wieczorem.

Książka opowiada wyjątkową historię o dwójce nastolatków. Główną bohaterką powieści jest Hazel Grace, która choruje na śmiertelną chorobę, jaką jest rak. Nie spotyka się ze znajomymi, nie chodzi do szkoły. Jedyne czemu się w zupełności oddaje to czytanie ciągle tej samej książki "Cios Udręki" napisanej przez jej ulubionego pisarza. Pewnego dnia podczas jednej z wizyt u jej lekarki, ta stwierdza u niej depresję. Matka Hazel, zaniepokojona faktem, że jej córka nie spotyka się z nikim i prawie wcale nie wychodzi z domu zaczyna wysyłać ją na spotkania grupy wsparcia, które odbywają się w kościele, "w samym sercu Jezusa" jak twierdzi Patrick - czyli prowadzący owych spotkań. Z każdym nowym dniem kiedy Hazel musi tam iść coraz bardziej przestaje jej się ten pomysł podobać. Aż do dnia kiedy poznaje tam Augustusa Waltersa.

Książka ta zachwyca, nie tylko niezrównaną ilością mądrości i wartości ale i swoją na pozór prostotą. Jest napisana lekkim językiem, bardzo szybko się ją czyta ( pochłonęłam ją w jeden dzień :3 ). Jest ona zdecydowanie ogromnym sukcesem pisarza. Opowiada piękną, wzruszającą historię, która dochodzi do każdego czytelnika : nie ważne czy masz 14 czy 50 lat. Zrozumie ją każdy.
Zdecydowanie pokochałam tą pozycję i wylądowała ona na liście moich "perełek" :)
Polecam przeczytać!

A może ktoś z was już czytał tę pozycję? jakie wrażenia?

środa, 28 stycznia 2015

Recenzja książki " Papierowe Miasta"








Tytuł : Papierowe Miasta
Autor: John Green
Wydawnictwo: Bukowy Las
Liczba stron: 397





Książka ta jest... jednym słowem magiczna. John Green to czarodziej zabierający nas w podróż, którą przeżywają bohaterowie powieści. Odkrywają oni prawdę o sobie, ale i o innych ludziach. By w końcu dojść do dojrzałych wniosków i prawdy o życiu. 

Główny bohater - Quentin ( dla przyjaciół Q ) - ma osiemnaście lat, i od zawsze jest zakochany w swojej wspaniałej, zbuntowanej i pięknej koleżance Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie obaj przeżywają coś wspaniałego ale i przerażającego zarazem. Otóż podczas jazdy na rowerach przez park, znajdują oni ciało Roberta Joynera. Na każdego z nich wpływa to w inny sposób. Teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego w przewidywalne i nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży. Wciąga go w swój własny i zawiły plan zemsty na ludziach, którzy zaleźli jej za skórę. Po czym znika. Nie jest to nowością dla jej rodziców jak i znajomych. Margo bardzo często uciekała z domu. Tym razem jednak mijają dni a ona nie zjawia się z powrotem. Detektyw, którego wynajeli rodzice dziewczyny nic nie wnosi do sprawy. Quentin wyrusza więc sam na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, które Margo zostawia tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć musi przemierzyć setki kilometrów w USA. Po drodze przekonuje się, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni niż sądzimy. Czy dowie się kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?

Czytając dzieła Johna Greena czytelnik zagłębia się w niepospolity tekst, który skrywa mądrości i ważne wartości na każdym kroku. Książka ta pokazuje, że każdy z nas ma fałszywe spostrzeżenie o drugim człowieku. Nawet jeśli sądzi, że go zna. Jesteśmy jak pokoje za oknem z roletami. Są one wiecznie opuszczone. I obserwator może sobie tylko wyobrazić, co znajduje się za nimi. Z czasem pękają one. Mają coraz więcej maleńkich dziurek. A tym samym coraz więcej odsłaniają. Ale zawsze zostają jakieś skrawki, przez które nic nie widać. Tajemnice i sekrety, o których nie wiedzą nawet najbliżsi. Nasze wewnętrzne demony.
Każdy z nas jest takim pokojem.
Oczywiście w przenośni.
Książkę, czyta się lekko. Tekst jest pisany dość dużą czcionką co pozwala pochłaniać masę rozdziałów bez opamiętania. Niby 400 stron ale mi zajęło to niewiele ponad 4 dni :)
Wciąga, zachwyca, porusza i uczy.
To są właśnie "Papierowe Miasta".

Moja ocena to 8/10

A wy czytaliście już tą pozycję? :)